Florencja – renesansowy absolutyzm

Same nie wiemy, czego spodziewałyśmy się jadąc do Florencji. Ale na pewno nie tego, co ujrzałyśmy pierwszego wieczoru. Wcześniej chyba nie wyobrażałyśmy sobie tego miasta, bo naszych wyobrażeń nie dało się pomieścić w ramach ochów, achów i innych zachwytów, które słyszałyśmy na temat stolicy Toskanii. A nigdzie się tak intensywnie nie patrzy, nie podziwia, nie oszałamia, nie poddaje szaleństwu piękna i harmonii. Niewiele jest na świecie tak intensywnych miast.

Musimy przyznać, że Florencja nie zdobyła naszych serc od pierwszego wejrzenia. Gdy wybrałyśmy się na wieczorny spacer, pierwsze skojarzenia biegły w stronę Mediolanu. Jednak po chwili zmieniłyśmy zdanie, Mediolan (w naszej opinii) nie jest wyjątkowym miejscem, a Florencja miała ‘to coś’, co wyczuwa się od razu. Im dalej zapuszczałyśmy się we florenckie uliczki, tym bardziej byłyśmy onieśmielone. Miasto nie przywitało nas promieniami słońca – wręcz przeciwnie. Padało, nad ulicami unosiła się mgła, a niebo było szare i zachmurzone.

Myśląc ‘ Florencja’ wiele słów ciśnie nam się na usta i aż trudno wybrać, od którego należałoby zacząć. Może przede wszystkim od tego, że w mieście panuje renesansowy absolutyzm. Florencja jest tak wybitnie renesansowa, oddycha tym renesansem na każdym kroku, a my możemy oddychać nim razem z nią. Jeśli nam na to pozwoli. Bo musimy również przyznać, że w tej deszczowej i dreszczowej okrasie, Florencja wydała nam się miastem złowrogim, nieprzystępnym i wymagającym. Nie pokazała nam od razu swojego prawdziwego oblicza, trzeba było ją odkrywać powoli, subtelnie. Nie można wjechać do tego miasta, odbębnić co trzeba i uważać, że Florencja dała nam się poznać. Ona taka łatwa nie jest. Chodząc po jej wąskich brukowanych uliczkach odnosi się wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie.

Będzie dużo turystów, mówili. Będą tłumy i kolejki, słyszałyśmy. Czy tak w istocie było? Nie wiemy! Miasto tak przytłacza swoją tajemniczą aurą, wspaniałością i przeczuciem dawnej chwały, że zwyczajnie nie zwracałyśmy na to uwagi. Pod Duomo i na Ponte Vecchio można dostać kilka razy z łokcia, ale błądząc między starymi budynkami często byłyśmy same, nikogo nie mijając przez dłuższy czas. Jakby miasto nie zwracało uwagi na nas, na małe mrówki rojnie wypełniające jego ulice, a także jakby te mrówki nie zwracały uwagi na siebie, wciąż wpatrzone w niebo, w wieże, w dachy kamienic. Jeśli chcecie poczuć się jak mieszkaniec XVI-wiecznego, gęsto zabudowanego miasta, udajcie się do Florencji. Strzeliste i masywne kamienice wprost olśniewają. To nie jest miasto w normalnym tego słowna znaczeniu. Tutaj każdy budynek, każda rzeźba, każda kostka brukowa na drodze jest przesiąknięta historią. Wszystko we Florencji wręcz przytłacza swoim pięknem. Miasto jest jak układanka, gdzie każdy element do siebie pasuje. Można tu zaspokoić nawet największy estetyczny głód. To nie miasto, a jeden wielki zabytek. Miejsce jak nie z tego świata, gdzie natłok piękna i architektonicznej harmonii szokuje. Nie bez kozery mówi się o Syndromie Florenckim, kiedy to od bogactwa miasta i natłoku zabytków ludzie tracą zmysły.

 

Łatwo można wyczuć, że Florencja miała krwawą historię. Nie wiemy, z czego to wynika. Po prostu to czułyśmy. Z początku wydawała nam się złowroga i wyniosła. Dużo musiałyśmy się nachodzić, żeby ją zrozumieć. I nie chodzi o to, że przyjeżdżając nawet na 3 godziny nie zobaczycie nic zadziwiającego, czy po prostu nie spodoba Wam się. Wystarczy, że przejdziecie się pod Duomo i dostaniecie oczopląsu. Co innego miasto zwiedzić i wyjechać, co innego poznać i zrozumieć. To miejsce jest tak majestatyczne, że człowiek zwyczajnie czuje się maluczki przy tych wszystkich wspaniałościach.

Gdy Florencja tkwi od wieków obojętna na krwawe losy mieszkańców, wśród pomników swej historii, my możemy jedynie być wdzięczni za to, że dane nam jest ujrzenie tego na własne oczy, poczucie prawdziwego ducha renesansu na własnej skórze.

Po kilku dniach spędzonych w tym miejscu doszłyśmy do wniosku, że pogoda wbrew pozorom nam sprzyjała. Nieustannie padało, było ciemno i mrocznie. Potrafiłyśmy to docenić – Florencja nie ukazała nam się wesołym, słonecznym miejscem. Za to ponurym, jak jej historia. Groźnym, jak jej ciemne zaułki. Potężnym, jak rody nią władające. Tajemniczym, jak jej tajne przejścia, lochy i uliczki. Przesiąkniętym historiami. Niedostępnym, ale cudownym. Skradła nam serca, zanim się spostrzegłyśmy – cicho i okrutnie. Tak, że teraz tylko można odliczać dni i godziny do kolejnego spotkania. Wygnany Dante z całego serca pragnął powrócić do swego domu we Florencji. I absolutnie mu się nie dziwimy.

 

 

zdjęcia: Kamila Gałązka

2 odpowiedzi na “Florencja – renesansowy absolutyzm”

  1. Magdalena

    Taaaak, w pełni się zgadzam – w Budapeszcie byłam zimą, podczas brzydkiej pogody, ale i tak absolutnie mnie oczarował <3
    A Florencję gorąco polecamy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *