Klify Moheru – jak zaplanować wycieczkę?

Klify Moheru (ang. Cliffs of Moher) pojawiają się w większości zestawień najpiękniejszych atrakcji świata. Nie trzeba tłumaczyć ich fenomenu. Jak to z klifami bywa, robią na nas ogromne wrażenie. Co czyni Klify Moheru tak wyjątkowymi oraz jak zaplanować wycieczkę do Irlandii? Odpowiedzi znajdziesz poniżej.

Garść ciekawostek o Klifach Moheru

Klify Moheru w najwyższym miejscu liczą 214 m wysokości i ciągną się na długości około 14 km. Siły natury bezustannie oddziałują na klify, zmieniając ich kształt. Skały są podmywane przez Atlantyk, dlatego podchodzenie do samej krawędzi jest bardzo niebezpieczne. W wyniku erozji tworzą się szczeliny, jaskinie, łuki skalne, ostańce i inne formy, będące przy okazji idealnym schronieniem dla morskich ptaków.

Latem, gdy dramatyczne krajobrazy i ostre skały łagodzi soczysta zieleń i miękkość trawy, tworzy się kontrast nadający temu miejscu niezwykłej urody. To także jedno z tych miejsc, które – podobnie jak wiele zakątków Irlandii czy Szkocji – równie pięknie prezentuje się podczas złej pogody. Mgła, ciężkie chmury i wzburzony Atlantyk tylko dodają klifom surowego, nieco mrocznego charakteru.

Jak powstały klify?

Klify są niczym podręcznik „przyrodniczej archeologii”, odsłaniający przed nami około 320 milionów lat. Skały powstały w karbonie, ale nie w tym miejscu, w którym znajdują się dzisiaj. Fragment skorupy ziemskiej, na którym leży współczesna Irlandia, znajdował się wówczas około 6000 km od swojej obecnej lokalizacji, w pobliżu równika. Przez kolejne setki milionów lat przemieszczał się wraz z płytami tektonicznymi na północ, średnio w tempie około 2 cm rocznie.

Obszar, z którego powstała dzisiejsza zachodnia Irlandia, znajdował się wówczas częściowo pod wodą, u ujścia potężnego systemu rzecznego. Rzeki niosły piasek, muł i inne drobne osady, które trafiały do morza i odkładały się na dnie warstwa po warstwie. Z czasem, pod wpływem ciśnienia i procesów geologicznych, utworzyły skały osadowe – przede wszystkim piaskowiec, mułowiec i łupek. Późniejsze ruchy skorupy ziemskiej wyniosły te warstwy, a niszczycielska siła Atlantyku odsłoniła ich przekrój. Dlatego współcześnie możemy gołym okiem dostrzec charakterystyczne poziome pasy biegnące przez ściany klifów.

Wycieczka do Irlandii

Trochę historii

Interesującym epizodem z nieco mniej zamierzchłej przeszłości jest historia wojen Anglii z Hiszpanią. W XVI wieku klify służyły jako punkt obserwacyjny, z którego śledzono ruchy Hiszpańskiej Armady. Po nieudanej próbie inwazji na Anglię w 1588 roku jej okręty próbowały wrócić do Hiszpanii, opływając Irlandię. Niestety sztormy sprawiły, że wiele z nich rozbiło się u jej zachodnich wybrzeży.

Jeśli również zastanawiacie się nad znajomo brzmiącą nazwą klifów, możecie być zaskoczeni. Skały te nie mają nic wspólnego z moherem – ich nazwa pochodzi od dawnego fortu Mothar/Moher, który znajdował się w okolicy dzisiejszego Hag’s Head. Słowo mothar oznacza zrujnowany fort. W czasie wojen napoleońskich, w 1808 roku, Brytyjczycy wznieśli w tym miejscu wieżę sygnałową, wykorzystując do jej budowy kamienie z rozebranego fortu.

Plaża pod klifami Moheru Irlandia

Co to za miejsce?

Klify Moheru nie są najwyższe w Irlandii, ale na pewno najsłynniejsze. Dostały się nawet do finału plebiscytu na 7 nowych cudów natury, jednak nie wygrały. Mimo wszystko klify te pozostają najpopularniejszą atrakcją przyrodniczą kraju. Są szeroko rozpoznawalne, często przejawiają się w rankingach różnej maści, traktujących o najpiękniejszych miejscach świata.

Dlaczego akurat Klify Moheru są tak słynne, chociaż nie są najwyższymi klifami Irlandii? To przede wszystkim bardzo fotogeniczne miejsce. Niemal całkiem pionowe skały nie biegną w prostej linii, lecz tworzą osiem skalnych cypli ustawionych jeden za drugim. Te dalsze stopniowo nikną w oddali, ale wciąż pozostają dobrze widoczne. Ten charakterystyczny, warstwowy widok stał się znakiem rozpoznawczym Klifów Moheru.

Po drugie, klify zaczęto promować bardzo wcześnie, bo już w XIX wieku. W 1835 roku wybudowano wieżę widokową dla zwiedzających, a z czasem zadbano również o ścieżki, stajnie i miejsca odpoczynku. Gościom przygrywał nawet dudziarz, a dziewczynki z pobliskich domów sprzedawały turystom gorące ziemniaki z masłem lub mlekiem. Klify mają więc wyjątkowo długą tradycję turystyczną.

To również sprawia, że są bardzo łatwe do zwiedzania. Droga przebiega praktycznie obok, nie trzeba mieć świetnej kondycji ani organizować całodniowej wyprawy, a na miejscu dostępna jest pełna infrastruktura. W pobliżu znajdują się też inne popularne atrakcje, które dodatkowo przyciągają turystów do regionu. Z czasem zadziałał efekt kuli śnieżnej: klify coraz częściej pojawiały się na pocztówkach, w przewodnikach, a później także w znanych filmach (Irlandzkie Życzenie, Harry Potter i Książę Półkrwi itd.). W ten sposób stały się jednym z wizualnych symboli Irlandii i zyskały status miejsca kultowego.

Ostaniec morski w oceanie

Klify Moheru – dojazd

Klify Moheru położone są na południowym zachodzie Irlandii, między miastami Galway oraz Shannon i Limerick. Do tej atrakcji można dojechać nie tylko autem, ale transportem publicznym. Jest to zdecydowanie korzystna opcja, zwłaszcza gdy kierowca obawia się ruchu lewostronnego.

Do Klifów można dostać się od strony Galway lub Shannon (przez miasteczko Ennis). Między Galway i Ennis kursuje Bus Eireann, linia 350. Bilet w jedną stronę z Ennis do przystanku przy parkingu dla zwiedzających klify kosztuje 10 euro dla osób dorosłej, a z Galway do klifów – 13.50 euro. Opłaca się od razu kupić bilet w dwie strony. Obowiązują zniżki dla dzieci, seniorów oraz bilety rodzinne. Aktualne ceny przejazdów oraz rozkłady jazdy zawsze sprawdzaj przed wyjazdem – zrobisz to na tej stronie – klik.

Bilety można kupić u kierowcy za gotówkę, w dedykowanej aplikacji TFI Go, w biletomatach przy większych stacjach (kartą i gotówką) oraz przy użyciu specjalnej karty TFI Leap Card. Podane wyżej kwoty dotyczą pełnej ceny przy zakupie u kierowcy lub na dworcach.

Wskazówka

TFI Leap Card to karta transportowa, dzięki której bilety na regionalne przejazdy Bus Éireann są tańsze o 30%. Kartę można kupić w punktach sprzedaży An Post i w wielu PostPoint (rónież w Ennis i Galway). Przy zakupie płaci się 5 euro za depozyt i min. 5 euro doładowania, które można od razu wykorzystać na przejazd. Kartę doładowuje się w aplikacji Leap Top-Up lub w punktach sprzedaży.

Darmowy bus do Klifów Moheru

Publiczne autobusy to nie jedyny sposób na dojazd do Klifów Moheru. Dla turystów przygotowano specjalne darmowe busy, które w czasie sezonu kursują między centrum dla zwiedzających oraz pozostałymi atrakcjami w Parku Narodowym Burren – czyli zatrzymują się m.in. w miejscowościach Doolin, Kilfenora, Liscannor, Ballyvaughan itd.

Busy kursują mniej więcej od drugiej połowy maja do drugiej połowy września, mniej więcej co 15-45 minut, w zależności od pory dnia i natężenia ruchu. Przejazdy nic nie kosztują i obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. W lipcu korzystaliśmy z busa dwa razy i za każdym razem byliśmy jedynymi pasażerami. Opis dostępnych tras znajduje się na stronie – klik.

Jak zwiedzać Klify Moheru?

Zwiedzanie klifów można rozpocząć w Visitor Center, w którym mieści się interaktywna wystawa prezentująca historię i przyrodę irlandzkich klifów. Miejsce ciekawe, jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć, ale nie obowiązkowe. My ominęliśmy centrum z powodu tłumu, zamiast tego poznając informację o klifach prosto z internetu.

Klify Moheru – trasa spacerowa

Na zwiedzanie klifów warto przeznaczyć od 1,5 do 3 godzin. Obszar nie jest duży, przejście ścieżki wzdłuż przepaści do punktu końcowego nie zajmuje dużo czasu. Trasa tam i z powrotem liczy około 3,5 km, jest prosta, delikatnie się wznosi, ale nic uciążliwego. Potężne podmuchy wiatru przy wietrznej pogodzie mogą dać się we znaki. Pogoda w tym miejscu, jak to przy oceanie, bywa zmienna – w krótkim czasie może przejść od deszczu, przez mgłę, aż po słońce. Początkowa część zlokalizowana najbliżej centrum dla zwiedzających jest wybetonowana i dość szeroka, ale po kilkuset metrach zwęża się, co bywa uciążliwe. Ludzi jest dużo, a miejsca wbrew pozorom mało, mijanki po pewnym czasie stają się uciążliwe, gdyż wszyscy muszą przecisnąć się między przepaścią a ogrodzeniem pastwiska dla owiec.

Mówiąc przepaść, nie mam na myśli faktycznego krańca klifu. Wybetonowana część posiada murek i znajduje się w dość sporej odległości od faktycznego miejsca spadku. Dlatego też nie ma możliwości zobaczenia tego, na czym stoimy. Widok rozciąga się na kolejne, bardziej oddalone części klifu. Gdy beton zamienia się w zwykłą ścieżkę, od przepaści odgradzają nas murki, płotki i pagórki, więc żeby zobaczyć więcej, zrobić lepsze zdjęcie, momentami musiałam stawać na palcach (a do niskich nie należę).

Klify Moheru informacje praktyczne

Co mijamy po drodze?

Pierwszym przystankiem jest główna platforma z widokiem na południową część klifów, skalne cyple i Hag’s Head. To jeden z najczęściej fotografowanych widoków w całej Irlandii. Następnie podchodzimy nieco wyżej, na najwyższy punkt klifu. Po kilku krótkich chwilach docieramy do wieży O’Briena. Można wspiąć się na jej taras. Przy dobrej pogodzie widok bywa bardzo rozległy. Za wieżą robi się coraz ładniej. Mijamy plaże, poszarpane skały, charakterystyczny ostaniec morski, jak iglica wycelowany prosto w niebo. Można też dostrzec setki, tysiące ptaków. Niezwykle ładnie na tym tle prezentuje się wieża O’Briena – im od niej dalej, tym lepiej. W mojej opinii widoki okazały się ciekawsze podczas powrotu do Visitor Center, gdy mieliśmy je przed sobą.

Po zawróceniu do głównej platformy widokowej można skierować się jeszcze na południe, na platformę południową, skąd widok robi się jeszcze ciekawszy. Łatwiej stąd dostrzec również niższe partie klifów, widocznych bardziej od boku. To również miejsce, gdzie na przełomie wiosny i lata najlepiej podziwiać urocze maskonury, głównie kojarzone z Islandią czy Norwegią. Dawniej można było wędrować dalej na południe wzdłuż Coastal Walk, jednak i ten fragment trasy został zamknięty.

Rejs wzdłuż klifów

Bardzo ciekawym doświadczeniem może być rejs wzdłuż klifów, skąd lepiej można dostrzec pojedyncze skały, kolonie ptaków, plaże i majestat natury. Rejsy organizowane są m.in. z pobliskiego portu w Doolin. Z pokładu statku można wyraźnie obejrzeć jaskinię, która „wystąpiła” w szóstej części filmowych przygód Harrego Pottera, a przy odrobinie szczęścia – także delfiny i inne morskie zwierzęta.

Kontrowersje związane z klifami

Jest kilka spraw związanych z Klifami Moheru, które wzbudzają nasze mieszane uczucia. Przede wszystkim przymus płacenia za dość drogie bilety, by móc zobaczyć klify w najwyższym miejscu, czyli w okolicy Cliffs of Moher Experience. Na ten teren można wejść za darmo podążając szlakiem wzdłuż klifów, więc obowiązek kupienia biletów od strony głównego wejścia wydawał się niedorzeczny. Zwłaszcza, że nie mieliśmy w planie wchodzenie do centrum dla zwiedzających, nie korzystaliśmy z parkingu wliczonego w cenę biletu, nie chcieliśmy też wchodzić na wieżę widokową. Tak więc w sumie nawet nie wiem, za co płaciliśmy.

Na miejscu okazało się jednak, że wspomniany, kilkunastokilometrowy szlak wzdłuż klifów pozostaje zamknięty, o czym jeszcze zaraz wspomnę. Udostępniona, ledwie 800-metrowa trasa to głównie zwykła ścieżka i jedynie okolica samej wieży pozostaje wybetonowana. Nie każdy przyjeżdża tu autem, więc płacenie 15 euro za wstęp przez każdego wydaje się co najmniej słabo uzasadnione. W centrum dla zwiedzających panował taki tłok, że nawet nie próbowaliśmy wejść do środka.

Kto jest właścicielem terenu wzdłuż Klifów Moheru?

Co do samego szlaku wzdłuż wybrzeża, to pozostaje on zamknięty od dłuższego czasu i na ten moment nie ma widoków na jego ponowne otwarcie, chociaż lokalne władze zapewniają, że nad tym pracują. Problem wynika z faktu, że teren wzdłuż klifów nie należy do państwa, a prywatnych właścicieli – głównie farmerów. Jest ich około czterdziestu i z każdym z nich trzeba osobno się dogadać w sprawie zgody, opłat, utrzymania. Tym bardziej zaskakująca może wydawać się pobierana opłata za wstęp – właściciele gruntów nic nie zyskiwali na tym, że przez ich teren przechodziło tysiące turystów, a na terenie należącym do państwa już zarabiano. Dochodzi do tego też kwestia bezpieczeństwa i odpowiedzialności za szkody i wypadki, a tych w przeszłości nie brakowało.

Po kolejnych śmiertelnych upadkach z wysokości trasa została zablokowana i wciąż nie wiadomo, czy i kiedy zostanie ponownie otwarta. Nawet jeśli uda się znaleźć kompromis, to pozostaje jeszcze kwestia stworzenia bezpieczniejszej ścieżki i odpowiednich zabezpieczeń, co również pewnie zajmie trochę czasu. A z tym kompromisem może być różnie, bo decydenci rzucili nawet pomysł przymusowego wywłaszczenia, co oczywiście spotkało się ze sprzeciwem mieszkańców.

Klify Moheru – dodatkowe informacje praktyczne

Jak dolecieć do Irlandii i na Klify Moheru?

Najbliższe lotnisko, na które lata Ryanair, znajduje się w Shannon. Można też lecieć do Dublina + autobus do Galway/Shannon.

Gdzie spać w okolicy Klifów Moheru?

Noclegów trzeba szukać w pobliskich miejscowościach – Liscannor, Doolin, Ennis lub w większej bazie wypadowej – Galway/Shannon. Polecamy Balally House B&B w Shannon.

Gdzie zjeść przy Klifach Moheru?

W okolicy znajduje się kilka świetnych restauracji i pubów. Szczególnie polecamy Vaughans Anchor (seafood chowder)oraz wykwintne jedzenie w Homestead Cottage (drożej).

Kiedy jechać na Klify Moheru?

Najkorzystniej między czerwcem a końcem sierpnia, jednak nie ma żadnej gwarancji na dobrą pogodę. My w lipcu mieliśmy deszcz, wiatr i chmury.

Jak się ubrać na Klify Moheru?

Polecam nieprzemakalną i przeciwwiatrową kurtkę, porządne buty, a nawet czapkę.

Czy można zwiedzać Klify Moheru bez wynajmowania auta?

Tak, na Klify Moheru można dojechać autobusem (nawet darmowym).

Czy przy Klifach Moheru znajduje się parking?

Tak, jest duży parking wliczony w cenę biletu.

Czy na miejscu są toalety i inne udogodnienia?

Dla odwiedzających dostępne są toalety, przechowalnia bagażu, kawiarnie, sklepik z pamiątkami, miejsca do ładowania telefonu.

Czy Klify Moheru są dostępne dla osób poruszających się na wózku?

Tak. Przy Cliffs of Moher Experience znajduje się ok. 800 m dostępnych dla wózków ścieżek, można bezpłatnie skorzystać z pojazdów ułatwiających dotarcie m.in. w okolice O’Brien’s Tower.

Czy Klify Moheru są otwarte całą dobę?

Nie. Przy Klifach Moheru obowiązują godziny otwarcia, które można sprawdzić w Google Maps i na stronie atrakcji. Godziny różnią się ze względu na sezon. Wiosną i latem bramy otwarte są od 08:00 do 21:00.

Czy nad Klifami Moheru można latać dronem?

Nie. Ze względu na żyjące tu ptactwo oraz wiatr odradzamy łamanie zakazu.

Czy warto zobaczyć Klify Moheru?

Czy mimo wspomnianych kontrowersji, warto zobaczyć Klify Moheru? Moim zdaniem tak, bo zawsze warto zobaczyć coś na własne oczy. Miejsce jest piękne, chociaż po zwiedzaniu miałam lekki niedosyt – z dostępnego obszaru możemy zobaczyć jedynie ułamek długiego pasa klifów. Z chęcią wrócę w to miejsce, gdy trasa wzdłuż wybrzeża ponownie zostanie otwarta.

Irlandia mnie urzekła. Ogromne wrażenie wywarły na mnie może nie tyle, co same klify, ale cała otoczka – niewiarygodna, soczysta zieleń, widok oceanu, tysiące ptaków, owce, krajobrazy oglądane podczas jazdy po okolicy, pobliskie atrakcje, pyszne jedzenie w klimatycznym pubie, muzyka na żywo i atmosfera Irlandii – jako całość biorę to w ciemno i ciekawością wypatruję powrotu na zieloną wyspę.

Udanej podróży,

Magda

Owce pasące się na zielonym pastwisku w Irlandii

Surfing w Europie dla początkujących – Peniche

Interesuje Was surfing? To nie jest tekst dla znawców tematu i zawodowych surferów. Nie znajdziecie tu specjalistycznego słownictwa czy nowinek technicznych. Jeśli jesteś specem od sportów ekstremalnych, to pewnie o tym wszystkim co zostało tu napisane od dawna wiesz i artykuł raczej Cię nie zainteresuje. Tekst adresowany jest do tych, którzy z surfingiem nie mieli jeszcze nigdy do czynienia. Tutaj znajdziecie odpowiedzi, jak się do tego wszystkiego zabrać, jak znaleźć obóz surfingowy, wybrać odpowiednie miejsce, a także o tym, jak wygląda pierwsza lekcja surfingu.  Dopiero rozpoczynamy swoją przygodę w tym sportem. I właśnie z perspektywy osoby początkującej opiszemy to, czego możecie się spodziewać i na co musicie się przygotować.

Surfing w Europie – to możliwe?

Postacie lekko unoszące się na grzmiących falach, wyskakujące z  z wody i sunące po niej, wydawać by się mogło – wbrew prawom natury, nie muszą być obrazkiem kojarzącym się jedynie z australijskim  czy amerykańskim wybrzeżem. Surfing dla jednych jest sportem bardziej wyczynowym, dla innych mniej.  Ale na pewno jest to sport ekstremalny. Z pewnością też nie jest pierwszą dyscypliną, która przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o sportach, do uprawiana których mamy idealne warunki w Polsce.   Jednak surfing wcale nie musi być dla nas, dla osób mieszkających w Polsce, tak odległy. Chcąc nauczyć się okiełznać fale, nie musimy lecieć na drugi koniec świata – wystarczy koniec naszego kontynentu, który oblewają zimne wody oceanu. Jeśli marzy Wam się surfing i zastanawiacie się, gdzie w Europie są najbardziej sprzyjające warunki do uprawiania tego sportu – mamy dla Was odpowiedź . W portugalskim Peniche.

Plaża w Peniche

Surfing w Peniche i Supertubos

Peniche to niewielkie portugalskie miasteczko, leżące na północ od Lizbony. Samo miasto nie jest wybitnie pasjonujące – można tam obejrzeć niewielkie muzeum, starówkę czy fortyfikacje, co zajmie pewnie nie więcej niż pół dnia. Ale w Peniche znajduje się coś, co przyciąga ludzi z całego świata – obłędna plażę i jeszcze bardziej obłędne fale. To właśnie w Peniche odbywają się mistrzostwa świata w surfingu.

Plaże w tym regionie są rozległe i złociste. Jadąc w tamte okolice, nie spodziewajcie się codziennej dawki witaminy D, gdyż pogoda nad oceanem lubi być zmienna. Może się zdarzyć, że przez wiele dni z rzędu będzie panował niesamowity skwar, a może też lać deszcz i wiać nieprzyjemny wiatr. Musicie być przygotowani na obie możliwości.  Samo miasteczko, ze względu na swoje specyficzne położenie (kiedyś było wyspą, obecnie to półwysep), oblewane jest falami oceanu aż z trzech stron, dlatego różnorodność i siła fal, w zależności od konkretnego miejsca, jest ogromna. Fale w Peniche doczekały się nawet swojej nazwy – Supertubos.

Surfing w Peniche

Supertubos są falami szybkimi i mocnymi, osiągającymi nawet do kilku metrów wysokości. Warunki do uprawiania sportów wodnych w tym zakątku Portugalii są wręcz wyśmienite. Sprzyjają one rozwojowi odpowiedniej koniunktury sportowej, dlatego w Peniche znajdziemy mnóstwo szkół surfingowych i innych sportów wodnych.

Jaką szkołę polecamy?

My z własnego doświadczenia możemy polecić szkołę znajdującą się najbliżej plaży, którą prowadzi dwóch 30-letnich, fantastycznych Portugalczyków.  Z zamiłowaniem godnym podziwu poświęcają się tej dyscyplinie sportu od dziecka. Szkoła nosi nazwę Waterlost i znajduje się przy ulicy Avenida Monsenhor Bastos, z której bezpośrednio schodzi się na olbrzymią plażę. W poprzednich latach wypożyczenie kostiumu, deski i 2-godzinny trening w grupie z instruktorem kosztował około 20 euro.

Strona internetowa szkoły – https://www.facebook.com/Waterlostbrand/

Dojazd – Z Lizbony do Peniche kursują autobusy Rede Expressos (strona przewoźnika –https://www.rede-expressos.pt/) oraz Rapida Azul (strona przewoźnika – http://www.rodotejo.pt/) Pierwszy z przewoźników zabiera podróżujących z dworca Terminal Rodovairo, a drugi z dworca Campo Grande. Trasa z Lizbony do Peniche wynosi 87 km, a podróż trwa około półtorej godziny.

Surfing w Peniche

Jaką szkołę wybrać i ile to kosztuje?

Wiele zależy od tego, czego oczekujemy. Jeżeli chcemy tylko sprawdzić, czy surfing w ogóle nam się podoba, najlepiej zacząć wszystko od małych kroczków i nie rzucać się od razu na głęboką wodę (w tym przypadku to sformułowanie pasuje idealnie). Warto zacząć przygodę z deską w Polsce (tak tak, w Polsce można uprawiać surfing!). Taki wyjazd będzie i tani, i  łatwiejszy do zorganizowania. Ale jeśli chcecie jednak jechać za granicę, to również nie będziecie mieć problemu z zaplanowaniem takiego przedsięwzięcia. Wystarczy kupić bilety lotnicze do Lizbony lub Porto, zarezerwować nocleg, dojechać z lotniska do Peniche i tyle. A będąc na miejscu znaleźć szkołę surfingową i wedle uznania, wykupywać sobie pojedyncze lekcje z instruktorem.

Jak długie powinny być pierwsze lekcje?

Nasza rada: nie ma co od razu pakować się na wypasiony obóz za kilkaset euro, jeśli nie wiemy, czy ta forma aktywności w ogóle nam się spodoba. Po pierwszej lekcji może się okazać, że kompletnie nam to nie odpowiada i więcej nie chcemy wejść do wody. Szkoda czasu i pieniędzy na takie pomyłki.

Wejdziecie raz do wody, sprawdzicie czy Wam się to podoba. Jeśli nie, nie wtopiliście pieniędzy w wyjazd, który nie daje Wam przyjemności. Możecie poświęcić pozostały czas na zwiedzanie czy plażowanie. Jeśli się spodoba, kupujecie kolejną lekcję  i jeszcze kolejną, w zależności od tego, na ile wytrzymały okaże się Wasz organizm. Dopiero później warto myśleć o bardziej profesjonalnych kursach. Pierwszą lekcję z deską można połączyć ze zwiedzaniem i zorganizować nawet tylko weekendowy wyjazd do Portugalii, aby zrobić rekonesans. Wówczas wyniesie nas to kilkaset złotych (bo reszta już zależy od cen lotów, wybranego zakwaterowania, wyżywienia itp.). W takich miejscowościach, jak Peniche, jest mnóstwo szkół surfingowych. Dlatego nie musicie się martwić, że na miejscu nic nie znajdziecie.

Surfing w Peniche

Przykładowe kursy

Oprócz tego, internet pełen jest ofert w pełni zorganizowanych kursów nie tylko w Portugalii, ale i we Francji, Hiszpanii, Irlandii czy na Wyspach Kanaryjskich. Rozpiętość cenowa jest ogromna, ale można znaleźć jednodniowe kursy już od 20-30 euro, czy 5 – dniowe za około 200 euro. Firmy oferujące takie wyjazdy proponują nieraz jeszcze więcej – zakwaterowanie, wyżywienie, kilka sesji dziennie – i w wodzie, i na lądzie, zwiedzanie okolicy. Opcji jest wiele – można wybrać ekskluzywny kurs z wszelkimi udogodnieniami za 2 – 3 tysiące złotych, kilkudniowy kurs za kilkaset euro, czy nawet kurs w Polsce, za kilkaset złotych i u nas rozpocząć przygodę z deską. Przykładowo, kurs tygodniowy bez zakwaterowania może kosztowac 190 euro, a kurs również tygodniowy, ale z zakwaterowaniem i śniadaniami już 340 lub 500 euro. Warto rozważyć wszystkie praktyczne aspekty – ile wyniesie nas bilet lotniczy, nocleg, wyżywienie. Potem porównać ceny i sprawdzić, co tak naprawdę nam się bardziej opłaca.

http://canarysurfacademy.com/pl/courses.asp

 https://calimasurf.com/pl

http://surf-4-life.pl/surfcamp/

http://www.surfcrew.pl/

 https://calimasurf.com/pl

Surfing w Peniche

Pierwsza lekcja

Co do temperatury wody, nie oczekujcie cudów. To ocean, nie zamknięty zbiornik wodny. Woda potrafi być naprawdę zimna. Na zwykłą kąpiel też raczej nie liczcie, fale zwalają z nóg. Owszem, można pobrodzić, popluskać się przy brzegu, jeśli posiadacie wystarczająco dużo siły w nogach, jednak bałtyckie foczki nie popływają w tę i we w tę.

Polecamy wykupić lekcję na dwie godziny. I nie myślcie, że dwie godziny to mało. Nam się wydawało, że ten czas minie jak z bicza strzelił i na pewno będziemy chciały więcej. Jeśli będzie do Wasz pierwszy kontakt z deską surfingową, możemy Was zapewnić, że po pierwszej godzinie będzie wychodzić z wody na czworaka, słaniając się i próbując złapać oddech. Liczcie siły na zamiary i nie przemęczajcie się za pierwszym razem. Lepiej najpierw wybadać teren, sprawdzić czym to się je, na ile wysiłku stać wasze mięśnie i dopiero później zaplanować kolejne lekcje. Nie jest też powiedziane, że z pewnością spodoba Wam się ta forma aktywności. Nie każdemu surfing przypada do gustu. Poza tym, jeśli zmęczycie się za pierwszym razem, obolałe mięśnie utrudnią wam dalsze treningi.

Surfing w Peniche

Surfing w Peniche

Szkolenie

Nie od razu też wpuszczą Was z deską do wody. Najpierw przejdziecie odpowiednie szkolenie. Krótka rozgrzewka, a następnie nauka szybkiego wyskoku z pozycji leżącej do pozycji stojącej. I wbrew pozorom, nie jest to takie proste. Instruktorzy będą pokazywać Wam, jak dokładnie powinno wyglądać wasze ustawienie, położenie kolan względem stóp, pozycja ramion. Po przeszkoleniu weźmiecie deski do wody (są bardzo ciężkie), gdzie przy brzegu przywiążecie sobie do prawej kostki sznurek, którego drugi koniec będzie przymocowany do deski. Początkowo wydawało nam się to bezsensowne, niepotrzebne i koszmarnie niewygodne, jednak już po pięciu minutach w wodzie zrozumiałyśmy, że bez  takiego zabezpieczenia, przy pierwszej lepszej fali, deska odpłynęła by w siną dal i nikt więcej by jej na oczy nie widział. Spokojnie, nie pociągnie Was za sobą na dno.

Surfing a strach

Najważniejsze jest to, aby opanować strach. Jeśli za pierwszym razem porządnie się wywrócicie i napijecie słonej wody, trzeba przezwyciężyć opór, jeśli się takowy pojawi i próbować jeszcze raz. Byłyśmy świadkami, jak wiele osób już po pierwszej wywrotce poddawało się i wychodziło z wody. W końcu to sport ekstremalny, nie każdy musi zostać jego fanem. Trzeba naprawdę się wysilić. Wywrotki nie są przyjemne, możecie nabyć kilka siniaków. Ale naprawdę nie warto poddawać się strachowi i odpuszczać – za którymś razem w końcu utrzymacie się (póki co tylko leżąc) na desce, która poniesie was szybko do przodu. To najlepsza frajda na świecie! Jeśli jesteście dopiero początkującymi surferami, nawet jak nie uda Was się od razu stanąć, to samo takie leżenie na zasuwającej desce jest super przeżyciem.

Bezpieczeństwo

Gdy dopiero się uczycie, lepiej nie wchodzic do wody samemu. Mając przy sobie towarzysza (nawet jeśli nie jest to instruktor), zyskujecie pewność, że ktoś was z tej wody w razie czego wyciągnie. Musimy pamiętać, że nie jest to zwykły sport, a ekstremalny. Oczywiście, krzywda może nam się stać nawet podczas biegania lub na siłowni. Jednak surfing uprawiany jest w ekstremalnych, niesprzyjajacych warunkach. Często nie mamy nad wszystkim kontroli – nad falą, nad wirem wodnym, nad wiatrem. To dość frustrujące uczucie, o którym jednak należy ciągle pamiętać. Nie mamy całkowitej władzy nad naszym ciałem. Jeśli nie czujemy się na siłach, jeśli coś nas boli albo po prostu się boimy – odpuśćmy. Jutro spróbujemy znowu, z nową werwą i zapałem. Nie polecamy robić tego na siłę. To ma być przyjemność. I jeśli podejdziecie do tego ze swobodą, ale i rozsądkiem i uwagą – tak właśnie będzie.

Surfing w Peniche

 W wodzie – pierwsze wywrotki

Instruktorzy wchodzą do wody z grupą, która nie liczy więcej niż 10 osób. Pomagają każdemu wdrapać się na deskę (to wbrew pozorom, również nie należy do najłatwiejszych czynności). Czekacie na odpowiednią falę, a gdy ta nadejdzie, instruktor popycha deskę do przodu razem z jej zawartością. I po kilku sekundach człowiek jest już pod wodą, cały poobijany.

Tak to wyglądać nie powinno, ale tak pewnie na początku będzie. Z deską trzeba się oswoić, wybadać, ustalić, jakie ułożenie na niej będzie najlepsze. Musimy się do niej przyzwyczaić. Zanim to nastąpi, zaliczycie tysiąc i jeszcze więcej wywrotek. Soli nie będziecie spożywać przez najbliższy rok, dlatego lepiej starać się mieć ciągle zaciśnięte usta. Woda jest z reguły zimna, fale zwalające z nóg, a deska, o która będzie się raz za razem uderzać – twarda.

Kolejny etap – jak stanąć na desce?

Gdy już opanujecie do perfekcji leżenie na desce, przechodzicie do kolejnego etapu. Trzeba wysilić wszystkie partie mięśni, o których istnieniu nie mieliście do tej pory zielonego pojęcia i spróbować opierając się na rękach, podskoczyć do góry do pozycji półstojącej, na ugięte kolana, do charakterystycznej pozycji Spidermana. Prawa noga powinna być ugięta z przodu, a stopa musi stać prosto, równolegle do deski. Lewa noga, ta z tyłu, również powinna być ugięta, ale stopa powinna już być ułożona prostopadle w stosunku do deski. Do tego dochodzi odpowiednia praca bioder, ramion i rąk. A wszystko to ma się wydarzyć w ułamku sekundy, na środku rozbujanego oceanu, na wysokiej i gnającej przed siebie fali, która z pewnością nam tego nie ułatwi. W takich warunkach musimy utrzymać równowagę.

Wytrzymałość fizyczna

Ale nie tylko równowaga jest tutaj problematycznym punktem, bo także i nasze mięśnie. Podczas surfowania używamy wszystkich możliwych partii mięśni, których nie używamy podczas biegania, jazdy na rowerze czy innych do zwykłych codziennych czynności. Osoby wysportowane, które trenują na siłowni czy uprawiają jakikolwiek inny sport, nie powinny mieć z tym aż takiego problemu. Jednak ci, którzy ze sportem niewiele mają wspólnego, mogą odczuć przykre dolegliwości dnia kolejnego, mianowicie zakwasy. Trudno jest uwierzyć, że może coś pobolewać w tak dziwnych i niespodziewanych miejscach.

Surfing w Peniche

Jeśli przedobrzycie za pierwszym razem, a nie jesteście jakoś specjalnie wysportowani, kolejnego dnia pojawi się ból, który uniemożliwi, albo przynajmniej bardzo utrudni kolejne treningi. A byłaby szkoda! Lepiej małymi kroczkami dążyć do uzyskania perfekcji. Widziałyśmy osoby, które po półgodzinnych ćwiczeniach surfowały tak, jakby robiły to co najmniej od 10 lat, a nie pierwszy raz. Widziałyśmy też takich, którym szło gorzej, ale już przy drugim czy trzecim treningu udawało się stanąć na desce. Byli też tacy, którym nie udało się stanąć ani razu, ale mieli rewelacyjną zabawę z samego śmigania na leżąco…

Surfing w Peniche

Podsumowanie

Może i powyższe uwagi wieją grozą i wyglądają na odstraszanie, ale nic z tych rzeczy nie było naszym zamiarem . Do surfingu należy się dobrze przygotować, bo jest to sport wyczerpujący. Ten krótki opis z pewnością nie oddaje zabawy, jaka towarzyszy surfingowi. Miał on jedynie na celu przedstawienie szczegółów technicznych osobom, które sportem tym są zainteresowane, wahają się lub obawiają. A nie ma czego się bać. Przy pierwszych próbach kilka razy wpadniecie do wody albo uderzycie łokciem czy kolanem o deskę, ale zdecydowanie warto. Surfing to niesamowicie absorbujący całą uwagę sport, przy którym trzeba się maksymalnie skupić, co daje możliwość uwolnienia się od tłoczących się w naszych głowach myśli. Jest też sprawdzianem dla naszej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Nie dać się pokonać strachowi, oceanowi, czy słabości własnych mięśni, to naprawdę nie lada wyczyn.  Ta dyscyplina nie należy do najłatwiejszych. Ale nic nie może równać się z satysfakcją, jaką daje nam okiełznanie fali.

Surfing w Peniche

Czy warto?

Może dla wyjadaczy surfingowych powyższe porady wydają się nieprzydatne czy wręcz śmieszne, jednak dla przeciętnej Bałtyckiej Foczki mogą okazać się istotne. I na to liczymy! Sami udając się na naszą pierwszą lekcję surfingu w Peniche, nie mieliśmy zielonego pojęcia co, jak i dlaczego. Z perspektywy czasu widzimy, że z pewnością byłoby nam łatwiej, gdybyśmy wiedziały cokolwiek o tym sporcie lub znały opinie innych osób, które miały z tym do czynienia. Na pewno wrócimy do surfingu i zdecydowanie go polecamy – z racji jego odmienności od sportów, które zwykliśmy uprawiać na co dzień,  zabawy, jaka towarzyszy treningom, satysfakcji płynącej z opanowania podstawowych zasad  oraz dzikiej, dziecięcej radości i wolności, którą daje nam płynięcie na fali (albo i pod nią).

PS. Nasz kurs wypadł podczas kiepskiej pogody. Zobaczcie, jak okolice Peniche wyglądają w słoneczne dni:

Plaże w Penichce