Chiny na własną rękę czy z biurem podróży?

Chiny na własną rękę – czy to wykonalne? Czy sensowne? Nie za drogie? A może lepiej dać sobie spokój i wykupić wycieczkę z biurem podróży? O tym, która opcja będzie lepsza, dlaczego warto a dlaczego nie warto jechać samemu do Chin, dla kogo taki wyjazd będzie oraz jak go zorganizować, przeczytacie w poniższym poradniku. 

Chiny na własną rękę

Wiele osób krytykuje wyjazdy zorganizowane z biurami podróży, które w naszej podświadomości zakodowały się jako doroczne wyjazdy Janusza i Grażyny na all inclusive do kurortu w Egipcie. Naszym zdaniem takie podejście do tematu jest bezsensowne, bo każdy ma swój idealny sposób na podróżowanie i nie każdy ma takie parcie na szkło, by jeżdzić gdzieś pare razy do roku. Niektórym wystarczą jedne wakacje. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że ludzie czasem po prostu nie mają czasu, siły, chęci czy umiejętności, by organizować coś na własną rękę. Albo po prostu ochoty. Każda forma podróżowania jest dobra, każdą propagujemy i każdą staramy się praktykować. Trzeba gromadzić doświadczenia!

Jednak w przypadku Chin sprawa jest nieco trudniejsza. Tutaj już nie chodzi o wypoczynek przy basenie z palemką w drinku, ale o pewne umiejętności personalne –  wytrzymałość psychiczną i fizyczną, umiejętność pokonywania trudności, odnalezienia się w tłumie czyli, czy też bardziej przyziemne sprawy takie jak budżet. Są to sprawy, które trzeba wziąć pod uwagę planując wyjazd do Chin. Czy Chiny są dla każdego? Jak zaplanować wyjazd, by zobaczyć coś fajnego, poznać ludzi i kulturę ?

Chiny na własną rękę – czy warto?

Chiny na własną rękę

Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, bo i samo podróżowanie po Chinach jest ciężkie. Do tego tematu mamy bardzo mieszane uczucia. W naszym przypadku, Chiny było jak dotąd najtrudniejszą i najuciążliwszą podróżą. Co tu dużo mówić, umordowaliśmy się nieludzko. Mógł mieć na to wpływ fakt, że nasze doświadczenie z Azją do czasu wyjazdu do Chin było znikome. Trzeba jednak brać pod uwagę, że Chiny nie są różne tylko od państw na innych kontynentach, ale nawet od krajów z nimi sąsiadujących. Oczywiście, każdy kraj na świecie jest inny i na swój sposób wyjątkowy, ale Chiny to już ciężki przypadek. Tam wszystko jest inne, my jesteśmy dla Chińczyków inni, a nasze kultury i tradycje skrajnie się różnią. Wiele zależy od tego jaki sposób podróżowania lubimy i czego kto od podróży oczekuje. Czy żałujemy naszego wyjazdu do Chin? Nie. Czy pojechalibyśmy tam znowu, w ten sam sposób? Nie. No może kiedyś, za kilka lat…

Czy w Chinach jest drogo?

Co prawda nasza podróż do Chin i tak była o połowę tańsza, niż koszt praktycznie identycznej wycieczki z biurem podróży dla jednej osoby, a trzeba mieć na uwadze, że byliśmy tam dłużej niż są wycieczki zorganizowane, oraz fakt, że w tej sumie mieści się również tygodniowy pobyt w Dubaju i Hong Kongu oraz tygodniowy pobyt w Wietnamie. Czy się opłacało jechać samemu? I to jak. Biorąc pod uwagę aspekt finansowy, rzeczywiście wycieczka do Chin na własnę rękę będzie lepszym wyborem dla tych osób, które nie chcą tam stracić za dużo pieniędzy.

Chiny na własną rękę

Teraz rodzi się pytanie, czy Chiny są drogim krajem dla podróżników? I tak i nie. Znowu nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie i znowu wszystko zależy od tego, na co się nastawiamy. Ogólnie rzecz biorąc jedzenie jest bardzo tanie, noclegi też. Ceny za noc w hostelach zaczynają się często poniżej 20 zł od osoby. Ale jak już jedziecie do tych Chin, to z pewnością chcecie coś zobaczyć. No i tu zaczynają się schody. Ceny do poszczególnych atrakcji turystycznych po prostu zwalają z nóg. Kwoty rzędu 100-150 zł za wejście do parku narodowego są tam na porządku dziennym. W Chinach każda, nawet najbardziej badziewna atrakcja, będzie płatna. Każde wejście na wzgórze bez żadnej infrastruktury, każda panorama. Co więcej, w takich miejscach często pojawiają się nagle ukryte opłaty. Drugim minusem są dość drogie bilety na przejazdy. Jednak kiedy weźmiemy pod uwage fakt, jak duże odległości pokonujemy, to nagle się okazuje, że ten przejazd za 50 dolarów pociągiem, który pokonuje ponad 1000 kilometrów jednak wcale taki wygórowany nie jest.

Wszystko zależy od tego, jakie Chiny chcecie zobaczyć

Chiny na własną rękę

Ostatecznie ceny atrakcji turystycznych i przejazdów bardzo zawyżają koszta wyjazdu. Chiny są o wiele droższe niż kraje Azji południowo-wschodniej, jednak wciąż tańsze niż Europa. No może poza cenami do atrakcji turystycznych. Czyli wychodzi tak średnio. Gdy przejrzymy wszystkie oferty wyjazdów do Chin z biurem podróży, można znaleźć wycieczki za 4-5 tysiące złotych, obejmujące najczęściej zwiedzanie Pekinu, Xian i Szanghaju. Często zdarzają się też last minut za 2-3 tysiące. Ale już taka bardziej wymagająca trasa, którą udało nam się zrealizować, byłaby z biurem o wiele droższa. Porównywaliśmy ofertę wycieczki z biurem niemal identycznej jak nasza – w biurze trzeba było zapłacić około 8 tysięcy złotych plus różne dodatkowe koszty (Wstępy do atrakcji, opłaty dla pilota itp.)! A więc wiele też zależy od tego, jaki plan wybierzecie i co chcecie w tych Chinach zobaczyć.

W sytuacji, gdy planujecie zobaczyć na własną rękę Pekin, Szanghaj, Armię Terakotową, pandy w Chengdu czy Zhangjiajie, to jeszcze pół biedy. Do Pekinu lata polski LOT, miasta te są ze sobą dobrze skomunikowane i nastawione na turystów. Schody się zaczynają wtedy, gdy chcecie zobaczyć coś więcej. O, to dopiero będzie przygoda. O ile  takie miejsca, jak Hong Kong czy Yangshuo są na tyle popularne, że infrastruktura turystyczna jest tam porządna, a przyjezdni zza ganicy nie budzą już takiego zdziwienia, o tyle wycieczka do na przykład takiego miasta Leye na południowych krańca Chin do najprzyjemniejszych należeć nie musi. Bardzo często może się zdarzać tak, że będziecie pierwszymi białymi, jakich Ci ludzie zamieszkuący mniej turystyczne regiony zobaczą. W jednym z hoteli recepcjonistka pierwszy raz w życiu widziała na oczy paszport, którym posługuje się przecież większość państw świata (w Chinach używają czegoś na wzór naszych dowodów osobistych). Jeśli jedziecie do Chin po raz pierwszy, może warto przemyśleć wybór bardziej sztampowych atrakcji – właśnie Wielkiego Muru, Armii Terakotowej, rejsu po  rzece Jangcy czy pobytu w Yangshuo. W takich miejscach będzie Wam po prostu łatwiej.

Chiny na własną rękę tak, ale na bogato?

Chiny na własną rękę

Do tej pory wyznawaliśmy zasadę, że dopóki mamy czyste łóżko i prysznic, to nic nas nie obchodzi. Możemy spać gdziekolwiek, komfort nie jest nam potrzebny. Podróżowaliśmy nocami, nocnymi pociągami i autobusami, spaliśmy w wielu różnych dziwnych miejscach, mnóstwo chodziliśmy pieszo i jak zwykle wybieraliśmy najbardziej budżetowe opcje zwiedzania. A najbardziej budżetowe oznacza też często najuciążliwsze – loty z kilkoma przesiadkami, przejazdy najwolniejszymi pociągami, noclegi w pokojach wieloosobowych. I zazwyczaj to było dla nas okej. Na tydzień lub dwa. Tym razem wyjechaliśmy na miesiąc, a żeby móc ten miesiąc w Azji jakoś egzostować, musieliśmy zorganizować wszystko jak najtaniej. I skończyło się to tak, ze wróciliśmy do domu tak nieludzko wymęczeni, jak nigdy dotąd. Dlatego teraz uważamy, że jeżeli kiedykolwiek wrócimy do Chin, to tylko na bogato. Jeśli nie musicie się przejmować takimi sprawami jak wyjazdowy budżet, to super. Ale gdy chcecie zaplanować oszczędną podróż musicie się nastawić na to, że komfort i wygoda kosztują. Tak naprawdę wszystko zależy od Waszego podejścia do podróży i tego, na ile istotna jest dla Was wygoda.

W Chinach komfort ma znaczenie

Podczas bezsennej nocy, gdy po łóżkach grasowały nam karaluchy i inne robale nieznanego pochodzenia, gdy nie mogliśmy zmrużyć oka przez Chińczyków z pryczy obok oglądających na cały regulator filmiki w internecie, nieumyci, bo znowu woda lodowata, a zimno w pokoju, z wizją tych wszystkich atakujących nas komarów, bo oczywiście w oknie brakuje moskietery – w głowach kołatała nam jedna myśl. „Może byłoby lepiej przyjechać na krócej, ale bardziej komfortowo?”. Skończyłyby się bezsenne noce polegające na wyłapywaniu robali. NIe byłoby już tańca z moskitami. Nie mielibyśmy dziur w ścianach ani desek w łóżkach zamiast materaca. Skończyłoby się jedzenie makaronu. Noodle na śniadanie, noodle na obiad, noodle na kolację. Co tu dużo mówić, Chiny nas pokonały. W połowie wyjazdu chcieliśmy już pakować manatki i wracać do domu.

Chiny na własnę rękę tak, ale na krócej

Na ten moment uważamy, że jadąc po raz pierwszy do Chin, lepiej zostawić sobie mały niedosyt niż przesyt. Lepiej pojechać na krócej, zapłacić za pokój więcej i mieć święty najświętszy spokój. Po którymś pokoju z robalami z kolei, po którejś misce makaronu, po którymś oszustwie w taniej knajpie, po którymś nocnym przejeździe pociągiem – mieliśmy dość. Kiedy po całym dniu zwiedzania, pokonywania ogromnych odległości i poczucia wyobcowania w tłumie ciągle się przypatrujących Chińczyków – uwierzcie nam, zatęksnicie za wygodnym łóżkiem i czystym pokojem. Nie potrzebujemy komfortu, ale chociaż minimalnych środków czystości. Cudze włosy na poduszce do takich nie należą.

Chiny na własną rękę nie dla każdego?

Jedno jest pewne – nie każdemu się w Chinach spodoba. Nasze zwyczaje, kultura czy sposób bycia różnią się na tyle diametralnie, że mogą one dać się niektórym we znaki. Przede wszystkim, jeśli ktoś chce odpocząć od zgiełku, w ciszy na łonie natury – o to w Chinach może być trudno. Dobrze wiecie ile Chińczyków jest na świecie. Rym niezamierzony, ale jakże prawdziwy.  Musicie być przygotowani na to, że w najpopularniejszych atrakcjach, takich jak Zhangjiajie, spotkacie dzikie hordy chińskich turystów. W miastach będziecie niesieni na fali ludzi, w metrze dobijali do wejścia. Odległości w Chinach są ogromne, przejazdy zajmują dużo czasu, co jest dość męczące. Oczywiście, można podróżować szybkiem pociągami w pierwszej klasie, ale to też oczywiście więcej kosztuje (tak średnio od 50 dolarów w górę, w zależności od trasy). Trzeba mieć więc na uwadze, że wycieczka do Chin aż tak tania nie jest.

Chiny na własną rękę

Nie najlepiej będą się czuły w Chinach osoby, które nie lubią gdy ktoś się na nie nieustannie gapi. Po angielsku się nie dogadacie – a jak już znajdziecie kogoś, kto zna choć kilka słówek w tym języku, to tak jakbyście znaleźli świętego Graala. Pokoje kilkugwiazdkowe, które na zdjęciach w ofercie wyglądają porządnie, na miejscu okazują się być często brudne i zarobaczone. Chińska zmasowana turystyka jest głośna i chaotyczna  – jednym słowem bardzo uciążliwa. Styl bycia i kultura chińczyków również może razić po oczach – niejednokrotnie usłyszycie i zobaczycie (i poczujecie), jak Chińczyk beka i pluje na środku ulicy. Smog daje się we znaki, miasta są ogromne, obrzydliwe, brudne i najlepiej ich unikać. Plaże? Zatłoczone. Musimy też przyznać, że niektóre miejsca nas rozczarowały – oglądane na zdjęciach w internecie wyglądały o wiele bardziej spektakularnie. Niezliczone rzesze karaluchów, uciążliwa pogoda, bariera językowa, brak umiejetności rozpoznania jedzonych potraw w restauracjach, brak podstawowego asortymentu w sklepach…

Chiny na własną rękę

Komu Chiny się spodobają?

Minusów jest sporo. Zatanówcie się dwa razy, czy Chiny sa najlepszym kierunkiem dla Was i czy koniecznie musicie tam jechać. Typ kanapowca, który lubi odpocząć i osoby wrażliwe na estetykę nie będą się tam czuły najlepiej. A także osoby, które słabo sobie radzą z logistycznymi wyzwaniami podczas podróży. Dobrze się odnajdą w Chinach osoby zaradne, otwarte, tolerancyjne, cierpliwe, silne fizycznie, które lubią wyjazdy trudne, podczas których mogą sprostać różnym zadaniom. W Chinach nie idzie się na łatwiznę, będąc tam samemu jesteście zdani tylko i wyłącznie na siebie. W Chinach już tak jest, że trzeba być twardym, nie miętkim. Trzeba patrzeć na wszystko z dystansem, otwartym umysłem, bez stereotypów, bez obrażania się, ze zrozumieniem i szacunkiem do odmienności, z przymróżeniem oka.

Chiny na własną rękę

Samotny białas w Chinach budzi zdziwienie

Chińczycy mieszkający w pobliżu najpopularniejszych atrakcji czy nawet w miastach takich jak Pekin czy Szanghaj, z reguły są już przyzwyczajeni do widoku zagranicznych grup zorganizowanych. A teraz spróbujcie sobie wyobrazić minę Chińczyka na jakimś totalnym odludziu, gdy nagle wyrasta przed nim na chodniku on, Polak. Cały na biało.

W takich bardziej odosobnionych miejscach odnosiliśmy wrażenie, że niektórzy Chińczycy (w sumie zdecydowana większość) po prostu się nas bała albo nami gardziła. Patrzyli na nas jak na przybyszy z obcej planety, chodzili za nami, jeżdzili za nami tuk tukami, przerywali pracę, wychylali się przez okna, wychodzili ze sklepów, robili ukradkiem zdjęcia. Ale nikt się do Ciebie nie uśmiechnie, nikt nie pokiwa ręką, nikt nie zagada – no bo po jakiemu? To uczucie wyobcowania na dłuższą metę było to nie do zniesienia. To będzie szczególnie męczące dla osób, które nie lubią być w centrum uwagi. Gdy jesteś w grupie zorganizowanej, ten wzrok tłumu rozkłada się na te kilkanaście twarzy i nie skupia się tylko na Tobie. Poza tym, wycieczki zazwyczaj odwiedzają te same, najbardziej znane miejsca, gdzie ich widok nie jest już żadnym zaskoczeniem. A więc zadaj sobie pytanie – na ile jesteś gotowy na to ciągle poczucie wyobcowania w tłumie i zwracanie na Ciebie uwagi, nieraz wytykanie palcami?

Chiny na własną rękę

Chiny na własną rękę to nerwy wciąż napięte do granic możliwości

Może tak było tylko w naszym przypadku, może jesteśmy zbyt nerwowi. Ale załatwianie wszystkiego na własną rękę – kupowanie biletów, szukanie noclegu, próby dogadania się z Chińczykami, zrozumienia ich, wtopienia się w tłum, szukania dworców, pociągów, drogi – po prostu nas wykańczały. Te nieustanne próby przebicia się przez mur kulturowy okazały się dla nas bardzo wyczerpujące. Może gdybyśmy spędzili w Chinach tylko kilka dni, nie byłoby to dla nas na tyle odczuwalne. Jednak po trzech tygodniach stało się to uciążliwe, że o wszystko musieliśmy dbać sami, o wszystko się pytać, wszystkiego szukać – zazwyczaj nie znajdując odpowiedzi. To, co w podróżach zazwyczaj uwielbiamy – czyli planowanie wszystkiego na własną rękę i podróżowanie samemu lub w niewielkiej grupce, w Chinach nagle stało się męczące. Po prostu marzyliśmy o tym, żeby nie musieć się już o nic więcej martwić – żeby ktoś za nas szukał drogi, próbował wytargować cenę lub kupował bilety – chcieliśmy mieć przez moment święty spokój i przestać o tym myśleć. Gdy jedziecie z biurem macie ten komfort, że nie przejmujecie się sprawami organizacyjnymi.

Chiny na własną rękę

Chiny na własnę rękę tak, ale tylko doskonale przygotowane!

Tak się złożyło, że zabrakło nam czasu na dokładne zaplanowanie wyjazdu do Chin. A trzeba wiedzieć, że rzeczy, których sprawdzenie i zorganizowanie podczas wycieczki w Europie zajmuje kilka minut, w Chinach urastają do rangi problemu, nieraz nie do rozwiązania. Wynika to z takich przyziemnych braków, typu brak internetu, brak VPN-u, brak możliwości korzystania z kart kredytowych, brak umiejętności językowych a nawet rozbieżności w rozumieniu mowy ciała czy – zdawać by się mogło – dość uniwersalnych zwrotów. Na przykład młody Chińczyk zapytany na dworcu „Metro” pokazuje, że nie rozumie co do niego mówimy.

Chiny na własną rękę

Nawet te rzeczy, które mieliśmy zaplanowane, często okazywały się nieprzydatne, bo po drodze coś poszło nie tak. Prawie każdy wieczór spędzaliśmy przy laptopie – szukając, tłumacząc, czytając, oglądając mapy, kombinując jak koń pod górkę. Najgorsze było uczucie frustracji kolejnego dnia, gdy na przykład okazywało się, że najnowszy polski przewodnik podaje absolutnie błędne informacje lub dworzec, który według mapy powinien być w tym miejscu, znajduje się po drugiej stronie miasta. I musisz zmarnować kolejne 2,3 godziny na dojazd do niego – nieraz tak było, poruszanie się po chińskich miastach bez metra to katorga. Poza tym było to wkurzające, że zamiast miło spędzać wieczory, obydwoje zajmowaliśmy się planowaniem tego, jakby tu nie zginąć kolejnego dnia w tym chińskim gąszczu. Lepiej bardzo dobrze przygotować się na wyjazd już wcześniej – zarówno logistycznie, jak i mentalnie. Poczytać książki, obejrzeć filmy, popytać ludzi. Wtedy nic Was nie zaskoczy. Dobry plan w Chinach to podstawa. Dzięki niemu nie zmarnujecie czasu i energii, a także pieniędzy.

Czy Chiny w ogóle warto odwiedzić?

Nie jest też tak, że Chiny mają – z punktu widzenia turysty – same wady. Artykuł nie miał na celu odstraszenia od wyjazdów do Państwa Środka, ale położeniu nacisku na kilka rzeczy, o których często się nie mówi. W internecie oglądamy jedynie piękne, podkolorowane zdjęcia, znajomi wrzucają na swoje tablice same ochy i achy ze swoich podróży, a często zasłyszane przez nas historie mijają się znacznie z rzeczywistością. Dobrze jest znać obie strony medalu, by móc obiektywnie ocenić sytuację i stwierdzić, czy taka podróż jest w ogóle dla nas. Na podstawie swojego doświadczenia możemy teraz stwierdzić, że pojechaliśmy do Chin za szybko. Uważamy, że lepiej było najpierw bardziej poznać Azję, lepiej przygotować się finansowo, lepiej zaplanować wyjazd, lepiej było tak nie zbaczać z utartych szlaków, lepiej było wybrać popularniejsze atrakcje zamiast dzikie rezerwaty na rubieżach kraju, lepiej było poczekać jakiś czas i pojechać do Chin z większym budżetem i doświadczeniem, a nie jako żółtodzioby. Chiny nas przytłoczyły i zmęczyły powodując, że nie czerpaliśmy z tej podróży aż tak dużo radości, jak to się powinno oczekiwać od każdej podróży.

Okazuje się, że w przypadku Chin tak nielubiany i przereklamowany „utarty szlak” wcale nie jest taki zły – zwłaszcza na pierwszą podróż do tego kraju. Szereg logistycznych błędów popełnionych po drodze, skutecznie obrzydził nam wyjazd, jednak Wy jeszcze macie szansę swoim błędom zapobiec – po to właśnie ten poradnik. Jak dla nas wyjazd do Chin po raz pierwszy – z biurem tak, na własną rękę – nie. A jeśli już na własną rękę, to najbardziej popularne miejsca – Pekin, Szanghaj, Hong Kong, Chengdu, Yangshuo, Xi’an. Dopiero później, znając już realia tego kraju, każdy kolejny pobyt łatwiej będzie  zaplanować samemu. Jednak jeśli zdecydujecie się odwiedzić mniej popularne miejsca podczas pierwszego wyjazdu do Chin, to zadajcie sobie najpierw pytanie, czy lubicie podczas podróży pokonywać liczne trudności. 

Chiny na własną rękę to świetny pomysł!

Z zastrzeżeniem wszystkich tych rzeczy, które opisaliśmy wyżej, ogólnie jesteśmy z wyjazdu zadowoleni. ŻADNA inna podróż tak bardzo nie poszerzyła naszych horyzontów, jak właśnie ta. Żadna tak bardzo nas nie poruszyła. Żadna nie dała nam takiego doświadczenia. Teraz mamy wrażenie, że jeżeli pokonaliśmy te wszystkie chińskie przeszkody, to jesteśmy w stanie pojechać wszędzie i żadna podróż nam niestraszna. Wiemy, że są o wiele „trudniejsze” kraje do podróżowania, miejsca niebezpieczne, gdzie ciężko dojechać i brak w nich jakiejkolwiek infrastruktury turystycznej, jednak same Chiny do „łatwych” również nie należą. Chiny niełatwo zrozumieć, niełatwo poznać. Ale podjęliśmy się tej próby i przy okazji poznaliśmy również wiele niesamowitych osób – Chińczyków, którzy umieli mówić po angielsku i sami do nas zagadywali, a także takich, którzy nie umieli – a  i tak nam pomagali, uśmiechali się, byli gościnni. Zobaczyliśmy na własne oczy miejsca niewymowanie piękne, dzikie, naturalne, a także takie, które stworzyła ręka człowieka. Chiny uchodzą za bezpieczny kraj i w naszym przypadku możemy to potwierdzić, nie zdarzyła nam się ani jedna sytuacja, w której czuliśmy się niebezpiecznie.

Chiny z biurem czy Chiny na własną rękę?

Nie da się poznać i zrozumieć tego kraju podczas jednej podróży. Na to może życia nie starczyć. Ale warto próbować. Jadąc do Chin na własną rękę możecie zboczyć z utartych szlaków, zobaczyć miejsca nieznane szerszemu gronu, odkryć nieskażone ludzką ręką naturalne perełki, podziwiać chińską technologię, próbować nawiązać bliższy kontakt z ludźmi i przede wszystkim zebrać nowe, niezwykłe doświadczenia i umiejetności. Podróż do Chin to niezła szkoła, której biuro podróży Ci nie zagwarantuje. Jednak gdybyśmy teraz mieli wybierać jeszcze raz, na pierwszą podróż do Chin wybralibyśmy się z biurem podróży. No chyba, że bylibyśmy już doświadczonymi podróżnikami, a uważamy, że takimi jeszcze nie jesteśmy. Weźcie też po uwagę, że sami nie byliśmy z biurem podróży i nasze odczucia mogą być mylne. Jest to jedynie nasza perspektywa i spostrzeżenia zebrane po powrocie.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, czy lepsze będą Chiny z biurem czy Chiny na własną rękę. Wszystko zależy od Waszych upodobań, predyspozycji, podejścia do życia i podróży. Której opcji nie wybierzecie – będzie dobrze. Zobaczycie niesamowitą kulturę, niezwykłe krajobrazy, spróbujecie nowych smaków. Warto przemyśleć obie opcje, każda z nich ma swoje plusy i minusy. A my mamy nadzieję, że ten tekst pomoże Wam podjąć decyzję. 

Chiny na własną rękę

Tutaj znajdziecie przykładowe wycieczki z biurem podróży. I to nie jest wpis sponsorowany. 

https://r.pl/chiny

https://www.itaka.pl/nasze-kierunki/chiny.html

https://www.tui.pl/wypoczynek/chiny

Jeśli chcecie wiedzieć co warto zobaczyć w Chinach, sprawdźcie poniższą listę:

https://www.wypiszwymalujpodroz.pl/praktyczny-poradnik/azja/chiny/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *